wtorek, 2 sierpnia 2016

HOME sweet home

Wróciliśmy hmm dwa tygodnie temu. Do domu, do tatusia. Po dwóch miesiącach w Polsce, tygodniu nad jeziorem (gdzie złapała nas trzydniówka) w końcu jesteśmy. Przyzwyczajamy się na nowo.

Powrót nie był ciężki - pogoda była taka sama, a ja miałam już dość rozłąki z ukochanym, poza tym wiedziałam już, jakby wyglądało życie w Polsce- wcale nie tak kolorowo, jak sobie wyobrażałam. Szczerze mówiąc zawiodłam się.  Tata oszalał na punkcie wnusi, ale pracuje siedem dni w tygodniu czasem ponad dwanaście godzin, więc nie miał zwyczajnie czasu, ale gdy tylko był w domu - naprawdę mi pomagał. Co innego mama, która nie garnęła się do wnuczki. Nawet nie pojechałam na  ani jedną imprezę z przyjaciółkami, bo nie chciała zająć się ten jeden raz dzieckiem. Smutno jak cholera, bo widzę się z moimi przyjaciółkami ze dwa razy w roku. Nie, żebym wymagała od niej darmowej opieki 24/h, bo nie powinnam mieć postawy roszczeniowej... Ale zwyczajnie było mi przykro, że gdy w końcu mam możliwość pozostawienia z kimś córki, nie mogę z tej okazji skorzystać, bo druga strona wcale nie jest zainteresowana opieką. Mówi się trudno, żyje się dalej. 

 Więc jesteśmy z powrotem.

Korzystamy z dni wolnych męża. W ten weekend odwiedziliśmy Fota Wildlife Park, czyli ZOO. 
Akurat w porze karmienia gepardów moje dziecię też zgłodniało.











3 komentarze:

  1. Ja mam podobną sytuację tutaj, na miejscu. Przez 8 miesięcy babcia Mikiego raz zabrała go na ogród...nawet nie na spacer, tylko na kocyk. A dziadek tylko zagląda i znika. Gdy byłam u rodziców to garnęli się do wnuka strasznie, mogłam sobie planować wszystko (w miare możliwości, bo Miki dalej cycusiowy bardzo). Niestety na codzień wsparcia nie mam żadnego. Ale jakoś daję radę. Innego wyjścia nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  2. zadziwiające że tak często się teraz słyszy, że "ja wychowałam już swoje dzieci, nie będę wychowywać (zajmować się) cudzymi"...
    Ciężkie są to emocje, wiem - nie można mieć pretensji, bo fakt to nie ich obowiązek, ale.. najczęściej maluchy dla dziadków są grzeczniejsze niż dla rodziców, więc skąd ta niechęć?

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że już wróciłyście, ale czytając post odniosłam wrażenie smutku... i wiesz wcale się Tobie nie dziwię, bo w sumie moi rodzice jak i mama i tato są na prawdę zakochani we wnuczku, ale rodzice mojego męża to odrębna historia, raczej nie lecą z otwartymi ramionami, a i dzieckiem za bardzo nie potrafią się zająć - wywnioskowałam po trzymaniu na rękach, teściowa nie umie przewrócić przodem Olka, więc i ja nie dałabym jej pod opiekę mojego dziecka - a mieszka dom obok, od nich żadnej pomocy nie mam, a przecież mogłaby zostać z wnuczkiem na 1h, ja mogłabym spokojnie pozałatwiać sprawy, albo zrobić zakupy... no cokolwiek. NIE TO NIE !
    Kochana nie przejmuj się, najważniejsze, że Ty jesteś dobrą matką, a zachowanie dziadków wyjdzie w przyszłości to im kiedyś będzie przykro.
    Buziaki :*:*:*:*
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń

Kornelcia

Suwaczek z babyboom.pl