czwartek, 11 sierpnia 2016

Gorzkie żale matki

Mam trochę dość takiego życia. Chciałabym zacząć pracować, żeby wyjść z domu, żeby mi w końcu mąż porządnie pomógł w obowiązkach domowych, żeby - to może okropne, co napiszę - odsapnąć od Małej. Lęk separacyjny to upierdliwy czas, gdyby nie poranne spacerki z tatą (ten czas poświęcam na sprzątanie i gotowanie, biegam jak oszalała, żeby się wyrobić) to bym dochodziła do momentu totalnego Nią przemęczenia. A tak - po godzinie zdążę się stęsknić.
Wspominałam ostatnio studia, mieszkanie i pracę, bycie samą - jakie to były wspaniałe czasy. Mogłam sobie wyjść, kiedy chciałam. A ostatnia kwatera była super, prawie w centrum, blisko ulicy usianej sklepami, lumpeksami... A do szkoły szłam pieszo lub brałam rower. To słońce na Teatralce... Albo para z ust przy zamglonym Maiusie przed ósmą rano. Ta moja miłość, mieszkająca a drugim końcu miasta, nocująca u mnie, bo z miasta (imprezy) bliżej. Te nasze wspólne wieczory zanim wyjechał, zanim ja do Niego dołączyłam i staliśmy się małżeństwem, rodzicami, rodziną...


Żal mi tego teraz, gdy moje życie zaczyna się bardzo wcześnie rano razem z dzieckiem, robiąc śniadanie dla całej rodziny, sprzątając, gotując obiad, robiąc pranie, wychodząc na plac zabaw, usypiając, zabawiając, robiąc kolację, karmiąc, kąpiąc i budząc się w nocy czasem raz a czasem milion razy... Brak mi czasu na moje pasje... Owszem, mogłabym coś porobić przy dziecku, ale rysowanie/czytanie wymagają uwagi 100%, dziecko wymaga tyleż samo i wybieraj, matulu, czy chcesz przeczytać akapit czy uniemożliwić dziecku zrobienie czegoś potencjalnie niebezpiecznego. A w nocy, gdy wraca mąż, a Mała O DZIWO zaśnie w tych godzinach, to nie mam już siły. Chcę zjeść, pogadać, położyć się i zasnąć, bo brak mi snu. A na kawie żyć nie chcę i nie powinnam.  Dźwięczą mi w uszach słowa "chciałaś dziecko - to cierp" ale nie wiem, skąd się w mojej głowie znalazły. Boję się, że umrę niezadowolona ze swojego życia, nieszczęśliwa i niespełniona.


Takie widoki mnie ładują, ale... to nie starczy

3 komentarze:

  1. Oj, jak bardzo Cię rozumiem. Ostatnio też często wspominam to życie PRZED. Teraz zdarzają mi się na prawdę sporadyczne chwile bez Mikiego. Wszyscy mi wytykają, że to taki maminy cycuś ale co się dziwić, jak On jest ciągle ze mną. Jasne, że tęsknię gdy go nie ma przy mnie, ale potrzeba mi takich chwil. Dzisiaj np idę do fryzjera a Miki zostaje z tatą i już mam plan, żeby się nie śpieszyć do domu. Oni sobie dadzą radę a ja odpocznę - chociaż tak strasznie to brzmi, ale od najukochańszych i najspokojniejszych dzieci też trzeba odpocząć.
    Życzę dużo siły :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko kochana moja !! jak ja Cię doskonale rozumiem i cierpię razem z Tobą, matka kocha swoje dziecko całą sobą, jednak i cierpi całą sobą, bo wszystko co było przed zmarło. Jestem na tym samym etapie, kocha mojego Olka do szaleństwa, nie wiem czy bardziej można, ale gdzie czas dla mnie, tylko dla mnie, gdzie mój stos książek, tryliony zdjęć, gorąca kawa i zapach trawy o poranku, nawet papierosa zdarzyło się zapalić o północy w oknie, ach ten dym miał coś w sobie przy pisaniu wierszy, bądź znowu jakiegoś opowiadania... a teraz ?
    Książka, którą piszę.... piszę już ją długo i pewnie nie skończę, czas zapieprza jak chory w psychiatryku, a ja jestem tutaj, siedzę, czuję, oddycham, moje dziecko rośnie, rozwija się, a ja stoję w miejscu i chcę odnaleźć szczęście.
    Dobra mamusiu, doskonale Cię rozumiem, jestem w poszukiwaniu złotego środka na rozwiązanie tego wszystkiego.
    Jestem razem z Tobą!
    Pozdrawiam
    matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Życie pełnoetatowej matki, która na dodatek musi zajmować się cały czas domem jest nie lada wyzwaniem. Brak czasu na swoje własne zajęcia, na przyjemności, relaks. Doba zdecydowanie jest za krótka

    OdpowiedzUsuń

Kornelcia

Suwaczek z babyboom.pl