środa, 11 listopada 2015

Poród w Irlandii

Wiem, że już trochę pisałam o tym, jak przebiegł mój poród, jednak chciałabym rozwinąć moją historię, by była pomocna dla innych mam.
Pamiętam, jak przekopywałam internet w poszukiwaniu takich historii. Nie oszukujmy się, zbliżający się poród często wywołuje strach, a jeśli dołożyć do tego obcy język, brak opinii znajomych i wiele "czarnych myśli", chce się raczej uciekać niż przyjechać rodzić. Bardzo obawiałam się tego, że nie zrozumiem, czego oni ode mnie chcą. Że źle mnie potraktują. Że nie będę wiedziała, co robić.
Zaznaczam, że jest to opis porodu naturalnego. Bez znieczulenia, które dają tutaj bez problemu. Można wybrać zastrzyk z morfiny lub epidural. Podają je po osiągnięciu 2 centymetrów rozwarcia. U mnie nie było już na nie czasu, tak szybko postępował poród... Eh!

Przyjęcie do szpitala
W momencie, w którym stwierdzimy, że wybiła godzina zero, dzwonimy do szpitala. Numer podany mamy w segregatorze (karcie przebiegu ciąży). Relacjonujemy, co się dzieje, co ile mamy skurcze, czy odeszły wody oraz jak długo będziemy jechać. Dostajemy informacje, czy mamy się spieszyć, czy raczej powoli się uszykować/zjeść coś dobrego/wykąpać/zrelaksować. U mnie akurat było tak, że słowo "pierworódka" zmyliło głos z słuchawce na tyle, że kazała nam się nie spieszyć, tymczasem przyjechałam już w zaawansowanej akcji ;)
Po telefonie wsiadamy do samochodu z KARTĄ, oraz walizkami, jedziemy do szpitala, parkujemy i zgłaszamy się do recepcji.
Badania
Wysyłają nas do poczekalni, gdzie przychodzi do nas ktoś i prowadzi na badanie KTG. Sprawdzają nam rozwarcie, jeśli zauważą postęp akcji lub na naszą prośbę.
U mnie było już osiem, więc podjęto błyskawiczną decyzję o transporcie na salę porodową.
Więc zawożą nas na salę, gdzie urodzimy nasze dziecko.
Sala porodowa
Są przy nas dwie położne, które proponują nam gaz rozweselający i uczą, w jakim momencie i jak długo go wdychać. Dopingują nas, wspierają. Powstrzymują od parcia przed osiągnięciem pełnego rozwarcia. W momencie, gdy mamy 10 centymetrów, zaczyna się akcja. Pozwalają nam przyjąć najwygodniejszą pozycję i mówią, jakim rytmem mamy przeć. Gdy się udaje i pojawia się główka dziecka, położna chroni krocze - mówi nam, kiedy mamy dyszeć i nie przeć, by nie doszło do zbyt dużego pęknięcia. Możemy też dotknąć główki (ja podziękowałam, jakoś wydało mi się to dziwne). Wsłuchując się w jej głos rodzimy nasze dziecko. Rodzimy też łożysko i maluszek pojawia się na naszym brzuchu. przystawiony do piersi, okryty ręcznikiem. Gratulują nam! :)
Po wszystkim dziecko zostaje wzięte na bok, wytarte i ubrane w uszykowane przez nas ciuszki.
A my zostajemy obejrzane (ocena krajobrazu po wojnie haha) i ewentualnie zszyte. Dużą wagę przywiązuje się do oczyszczenia macicy, nie może w niej zostać "potop", dlatego specjalnie naciskając podbrzusze prowadzi się do szybkiego usunięcia nadmiaru krwi. Ja akurat ten etap wspominam jako jedyny przykry moment porodu, ale to kwestia indywidualna, bo ja zawsze bardzo mocno krwawię (przy zabiegach mam ciągle jakieś krwotoki, chyba taka uroda...). Większość kobiet rodzi znieczulona epiduralem, dlatego ten zabieg jest dla nich nieco przyjemniejszy. Mi podsunięto gaz rozweselający, a potem zaraz przybiegnięto z lekami przeciwbólowymi. Gdzieś w międzyczasie podłączono też kroplówkę.
Położne nas zostawiają i zostajemy zapytani o preferencje śniadaniowe. Przychodzą później co jakiś czas sprawdzić, czy wszystko dobrze i czy w czymś mogą pomóc. Ja akurat rodziłam z mężem, więc leżałam sobie z zamkniętymi oczami, a on tulił w ramionach Małą.
Przychodzi "pani bufetowa" z tostami, kawą i herbatą. Pożywiamy się nieco.
Sala poporodowa
Po jakimś czasie zostajemy przeniesione do sali poporodowej. Ja wtedy skorzystałam momentalnie z prysznica ;). I tak zaczyna się nasz pobyt w szpitalu. Dostajemy środki przeciwbólowe (ja akurat dziękowałam, czym wprowadzałam położne w wielkie zdziwienie, ale mnie naprawdę nic nie bolało, jedynie przy siadaniu i karmieniu), wybieramy sobie z menu co chcemy do jedzenia i zajmujemy się Maluszkiem. Żałuję, że tylko raz zdecydowałam się nakarmić go butelką, bo gdy skończyła mi się siara to nie miałam ani kropelki mleka i tylko się wzajemnie męczyłyśmy. Możemy dać położnej dziecko pod opiekę na jakiś czas, jeśli chcemy odpocząć i zasnąć, a boimy się spać mocnym snem obok Maluszka i nie daj Boże go nie usłyszeć. Ja cały czas sprawdzałam, czy oddycha. Taka mała schiza...
Opieka
W szpitalu jesteśmy pod opieką doradcy laktacyjnego. Pomaga nam w bolesnej drodze mlecznej, a na odchodnym zostawia do siebie numer kontaktowy. Położne przychodzą znów co jakiś czas z pytaniem, czy w czymś pomóc i przypominają,że w razie potrzeby mamy wcisnąć czerwony guzik a się zjawią. Przychodzą doktorzy i oglądają nas i dziecko, przychodzi ktoś z urządzeniem do przesiewowego badania słuchu.
Dostajemy kartkę, by wypełniać ją godzinami karmienia, a obok czy była mokra/brudna pieluszka. Zapisujemy godzinę i stawiamy krzyżyk.
Co do odwiedzin - wszyscy odwiedzać mogą nas do godziny bodajże 19/20. Natomiast partner może być z nami od 7 rano do 23 wieczorem. Obok łóżek są krzesło i fotel, by tatusiom wygodnie się siedziało.
Jesteśmy zaproszone na spotkanie z fizjoterapeutą. Na tym spotkaniu dowiemy się, jak zajmować się dzieckiem jednocześnie dbając o kręgosłup, jak radzić sobie z bólem krocza itp. Najwięcej miejsca tego "wykładu" zajmuje jednak instrukcja dla kobiet po cesarskim cięciu, bo im nieco trudniej przez ranę na brzuchu. Jesteśmy gorąco zachęcane do ćwiczeń mięśnia dnia miednicy. Na koniec wykładu otrzymujemy książeczkę, w której zawarte są te informacje w ramach przypomnienia. Możemy iść umyć dziecko pod opieką położnej, lub poprosić, by to ona umyła dziecko, ucząc nas tej jakże skomplikowanej czynności ;) Śmieszki śmieszkami, ale gdy pierwszy raz trzyma się noworodka w rękach, to wizja wykąpania takiego małego człowieczka może wydawać się dość trudna.
Rejestracja dziecka
Rejestrujemy dziecko w szpitalu. Najczęściej robi to dumny tatuś. Wypełnia blue form, dzwoni by się umówić i idzie piętro wyżej, zabierając ze sobą stosowne dokumenty, których spis znajduje się na kartce, którą wypełniamy. Ciekawostka - na irlandzkim akcie urodzenia znajduje się nie tylko data, ale i godzina urodzenia.
Wypis
Na wypis przychodzimy do recepcji na piętrze, gdzie leżałyśmy. Dziecko zostaje zapięte w foteliku, a nam wręczone zostają jego bransoletki na pamiątkę. Wręczają nam też dokument, w którym zapisane są najważniejsze informacje typu godzina urodzenia, punkty APGAR itd.
Przeważnie w szpitalu jesteśmy około 3-4 dni. Ja zostałam wypuszczona wcześniej, bo dobrze się czułam i bardzo chciałam już być w domu i się wyspać, bo dziecko kobiety obok mnie płakało 23h na dobę :|
Wizyty położnej
Położna środowiskowa przychodzi cztery razy co tydzień, sprawdza wagę i nanosi ją na siatkę centylową. Pyta się zawsze, czy mamy jakieś pytania, czy w czymś potrzebujemy pomocy.

Nie golą, nie robią lewatywy, nie stręczą pytaniami, czy "była kupa" ;)

To chyba wszystko... Jeśli macie jakieś pytania, piszcie :)

Jestem ciekawa też, jak to wygląda w Polsce, bo jednak wspomnienia mojej mamy czy cioci mogą być bardzo mało aktualne.

13 komentarzy:

  1. "Czy była kupa?" wciąż aktualne w Polsce... Niestety. Ale nie golą, ani nie robią lewatywy, chyba że na życzenie. Wszystko zależy w sumie od szpitala, w którym się rodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że to się zmieniło. Nie oszukujmy się, poród powinien być wspaniałym przeżyciem, a przymusowa lewatywa to coś, co chce się jak najszybciej z pamięci wyrzucić

      Usuń
  2. U mnie też na sali poporodowej drugi maluch płakał non stop. :/
    W zasadzie to ja sobie potwornie chwalę szpital, w którym rodziłam. Nie było lewatywy, golenia i niezręcznych pytań. Położne i lekarze fantastyczni jak i warunki w szpitalu. Kilka lat temu był remontowany i jest w świetnym stanie. Młoda sympatyczna kadra. Znieczulenie bez najmniejszego problemu, o ile jest na nie czas. Poród rodzinny bez dopłat i bez najmniejszego problemu.
    Dzieci były zabierane na badania i szczepienia do oddzielnej sali. Również można tam było oddać malucha pod opiekę po porodzie (ale raczej tylko po cesarce). W szpitalu mocno stawiano na karmienie piersią i służono pomocą przy wszelkich wątpliwościach.
    Uważam, że wszystko było na naprawdę dobrym poziomie, a szpital państwowy. Ale zgadzam się, że wszystko zależy od szpitala.

    A jeśli chodzi o zmiany, to ten czerwony strasznie agresywny i trochę ciężko się czyta przy nim dłuższy tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor zmieniony, dziękuję za wskazówkę :D
      Faktycznie dużo zależy od szpitala i kadry, bo słyszałam o położnych-aniołach, ale i o takich, które pracowały jak za karę i przez nie młode mamusie wycierpiały dużo złego

      Usuń
  3. Podziwiam Cię, ze przeszlas wszystko bez żadnego znieczulenia :-) dzielna Mamuśka :-) ja miałam cesarkę i musiałam korzystać z przeciwbólowych wspomagaczy... A tak chciałam rodzic naturalnie - jednak życie Maluszka bylo zagrożone... Bardzo dobrze, ze tak to wszystko opisałaś - na pewno pomoże to wielu Mamom :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie dochodzenie do siebie po cesarce jest trudniejsze, rana jednak jest przez wszystkie warstwy brzucha, więc nie wyobrażam sobie nie korzystać z przeciwbólowych dobrodziejstw po operacji :)

      Usuń
    2. Ja nie brałam nic przeciwbólowego po cesarce. Ale ja mam bardzo wysoki próg bólu chyba bo po żadnej operacji nigdy nie chciałam nic przeciwbólowego. Za to jak patrzyłam na kobitkę, która była cięta dwa dni po mnie to aż mi było jej żal, bo nie miała siły w ogóle dziecka wziąć na ręce. :( Zdecydowanie lepiej rodzić naturalnie.

      Usuń
  4. O matko, dziewczyno, ty miałaś tam jak w jakimś kurorcie wypoczynkowym :P Menu? Dla mnie to jakaś bajka, haha. Chociaż ja opiekę też miałam niezłą jak na polskie warunki, no, ale nie aż do tego stopnia. Byłam zdana na siebie, mąż mógł mnie tylko odwiedzać w godzinach odwiedzin, były wyznaczone 3 razy dziennie po godzinie, która szybko mijała. W ogóle to Cię podziwiam. Taki poród to marzenie. Przyjeżdżasz do szpitala i już koniec porodu właściwie :D Ja bez znieczulenia chyba nie dałabym rady. Ale nie wiem, może inaczej rodzi się jak wszystko naturalnie się rozkręca a inaczej jak się dostaje oksytocynę, jak w moim przypadku. Dla mnie znieczulenie był zbawieniem, chyba nigdy takiej ulgi nie poczułam :D Mam nadzieję, że wspomnienia o moim porodzie nie przeszkodzą mi w powiększeniu rodziny za kilka lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedzenie mieli bardzo dobre, w szpitalu w Polsce dostawałam ziemniaki i kotleta na obiad, który był najbardziej sutym posiłkiem, a tutaj dostaje się puree, kawał pieczonego mięsa, sałatkę, galaretkę, lody, sok i zupę - to jest TYLKO sam obiad, do tego kawa/herbata bez limitu, a do nich zawsze herbatniki (dla nich zamawiałam zawsze coś do picia, tak mi smakowały).
      Co do znieczulenia to ja bardzo chciałam go użyć, ale za szybko rodziłam :( Dziecko prawie już było na zewnątrz, więc dali mi tylko gaz rozweselający i faktycznie długo nie potrwało, a urodziłam ;)

      Usuń
  5. Tak, ja dopiero wyszłam ze szpitala w Irlandii właśnie i położne również były zdziwione, że po porodzie nie chciałam niczego na ból. Tylko, że mnie też nic nie bolało. Ogólnie poród w Irlandii będę wspominać bardzo dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc Ty też w Irlandii? Super! :) Od razu czuję się raźniej!

      Usuń
  6. Nie wyobrażam sobie rodzic bez lewatywy, wole załatwić się w ubikacji jak cywilizowany człowiek, niż oddać mimowolnie stolec przy położnych,lekarzu i mężu. Znajoma rodziła w wodzie w Irlandii bez lewatywy, ehhh nie było nic przyjemnego w przebywaniu w wodzie z kupa. A co do golenia krocza, to chyba normalne, że jest się ogolonym do porodu. Jeśli chodzi o resztę to Polska jest trochę w tyle, na Lubelszczyźnie możesz pomarzyć o znieczuleniu, chyba, że dasz w łapę. Menu?! Ehhh chyba nie muszę mówić jak jest u nas w szpitalach, no i oczywiście u nas po porodzie nieźle trzeba się najeździc żeby pozalatwiac wszystkie urzędowe sprawy :/ a reszta wygląda podobnie. Także u nas chyba nie jest źle, mogło by się co nieco zmienić, ale tragedii nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  7. Swietny wpis , z pewnością przyda się nie jednej przyszłej mamie :) jesli chcialaby Pani dowiedziec sie jak wygladal moj porod w niemczech zostawiam link ;) pozdrawiam! :-*
    http://wrzesniowamama.blogspot.com/2014/12/ciaza-i-porod-na-emigracji-czyli-jak-to.html

    OdpowiedzUsuń

Kornelcia

Suwaczek z babyboom.pl