wtorek, 30 czerwca 2015

Bez sił...

Jestem wykończona... Przeprowadzamy się, nie mamy ani sprzętów, ani pieniędzy. Nie kłamię; mamy trzy kubki, dwie szklanki, sztućce (od moich rodziców) ... i ani jednego talerza. Będziemy musieli jeść z plastikowych, niewymiarowych misek (które też nawiasem mówiąc mamy od moich rodziców) . Nie mamy na razie pieniędzy na cokolwiek, bo wydaliśmy na trzy garnki - mieliśmy dostać CAŁY komplet od teściów, ale cóż! I na patelnię, jakąś tanią, byle była... Ogólnie nie mielibyśmy też pieniędzy na kaucję, ale moi rodzice poratowali nas pieniędzmi, tyle ile mogli.
Teściowa ma nam wysłać firanki. Jeszcze nigdy nic nam nie wysłała, a na ślub dostaliśmy KARTKĘ Z ŻYCZENIAMI. Nie chodzi o to, że mam żal do kogoś, kto np nie ma pieniędzy. Moi rodzice do majętnych nie należą, dlatego tata, aby wyprawić nam obiad weselny chodził do pracy na dwie zmiany - od piątej rano do dziesiątej wieczorem, brał nadgodziny i robił w weekendy... Czym mnie powalił na kolana. Wiem, że ja sama zrobiłabym wszystko, by pomóc swojemu dziecku. U mnie w rodzinie dba się o dzieci. Eh... Chodzi o to, że mam żal do kogoś, kto zostawił swoje dziecko (mój mąż) samo na pastwę losu już dawno, kto pozostałym dzieciom i sobie kupił iphony, który ma wypasione mieszkanie itp. Mieliśmy dostać te garnki od nich, to byłoby duże odciążenie dla nas. Sami wyszli z inicjatywą, my się ucieszyliśmy. I co? Zostaliśmy bez garnków.
Leki, których potrzebował mój mąż wysłała TEŻ MOJA MAMA. Teściowa wielce dowiadywała się o tych lekach w aptece i tyle. Żal mi w tym wszystkim męża. Nie ma w tym jego winy, że jest od początku zdany sam na siebie, wiele przeszedł przez swoich bliskich i pewne rzeczy będą się za nim ciągnęły jeszcze długo.
Najchętniej ucięłabym z nimi wszystkimi kontakt i poprosiła tylko o pomoc, która mu się należy z racji winy jego matki (obiecała mu coś kiedyś i zostawiła go na lodzie, na którym ślizga się do dziś). A jednak On ją bardzo kocha, rozumiem, w końcu jacy by nasi rodzice nie byli, to jednak zawsze będziemy ich kochać, chociaż pewnym się ta miłość NIE NALEŻY!

Wybaczcie, że taki emocjonalny wpis... Ale nie mam nawet komu się wypłakać, do rozwiązania coraz bliżej, a my nie mamy pieniędzy na nic, nie mamy w tej chwili nawet na czym jeść. Wiem, że inni mają gorzej i nie narzekają, dlatego zaraz zacisnę zęby i z uśmiechem postaram się wkroczyć w kolejny dzień... Mam rodziców, którzy chcą mi pomóc jak potrafią, mam też wymarzone Maleństwo w brzuszku... i to musi dać mi siłę.



5 komentarzy:

  1. Gdy rania ci bliscy boli najbardziej. Wierze ze sie z tego podniesiecie! Trzymam kciuki i tule mocno!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh, niezwykle bliski jest mi Twój post
    Mogłabym długo wypisywać o podstawach, które mogło by się wydawać, powinny być w obecnym stanie...ale skwituje je Twoimi słowami: "mam też wymarzone Maleństwo w brzuszku... i to musi dać mi siłę"
    Mieszkamy w Anglii, nie tak dawno zdecydowaliśmy się na emigrację, miesiąc temu przeprowadziliśmy się do pokoju...bez kuchni, pralki, garnków itd.
    Na koniec dodam: "Mam mojego ukochanego przy boku...Mamy cierpliwość i wiarę, że wszystko powolutku się ułoży" Czego Tobie także życzę!
    Ps. Dodaje do czytanych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś więc niedaleko :) Masakra, nie wyobrażam sobie, jak da się funkcjonować bez kuchni i pralki :( Czytając to doceniam co mam, bo teraz to juz w ogóle luksus, mieszkamy sami, nikt nam po chacie nie łazi i nie bałagani... Ja również trzymam za nas obie kciuki!

      Usuń
  3. Pamiętaj, że my tu jesteśmy, a blog jest od tego, żeby obce ci osoby podpowiedziały co zrobić. Abyś mogła się wyżalić. Więc jak co śmiało pisz. Ja trzymam za ciebie kciuki. Mam nadzieje, że teściowie jakoś wam pomogą, a jesli nie, zadzwoń do nich lub napisz. Jesli oni was tak traktują, wy też powinniście. Upominaj sie o swoje, bo potem bedziesz żałować. Jeśli wydasz teraz na talerze to potem będzie problem, bo nie kupisz coś maleństwu. I tak się to bedzie w nieskończoność ciągneło. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Kornelcia

Suwaczek z babyboom.pl